Wybór agencji e-commerce: 5 technicznych błędów, które kosztują miliony.

19 lutego 2026

Spis treści:

    Wybór agencji e-commerce przypomina kupowanie używanego samochodu przez internet. Na zdjęciach lakier lśni (design!), opis obiecuje „pełną opcję” (funkcje!), a sprzedawca zapewnia, że „Niemiec tylko do kościoła jeździł” (gwarancja sprzedaży). Problem pojawia się, gdy po pierwszej większej akcji promocyjnej zaglądasz pod maskę, a tam silnik PrestaShop spięty jest na trytytki, baza danych ledwo zipie, a Ty nie masz nawet kluczyków do własnego bagażnika.

    Większość właścicieli sklepów wpada w pułapkę „estetyki”, zapominając, że sklep to przede wszystkim maszyna do obsługi procesów, a nie cyfrowa galeria sztuki. Brutalna rzeczywistość e-commerce nie wybacza technicznego optymizmu.

    17% dużych projektów IT kończy się tak spektakularną porażką, że mogą one zagrozić samemu istnieniu firmy, a przeciętny projekt przekracza budżet o 45%, dostarczając jednocześnie o połowę mniej wartości, niż obiecano.

    Oto 5 podstawowych technicznych błędów, na które powienineś zwrócić uwagę przy wyborze agencji ecommerce:

    1. Pułapka „Złotej Klatki” (Vendor Lock-in)

    Wyobraź sobie, że spłacasz kredyt za dom, ale w dniu przeprowadzki dowiadujesz się, że klucze zostają u dewelopera, a Ty możesz wchodzić do środka tylko wtedy, gdy on Ci otworzy – oczywiście za dodatkową opłatą. W świecie e-commerce to zjawisko nazywamy Vendor Lock-in. Agencja buduje Twój sklep w taki sposób, abyś bez ich pomocy nie mógł zmienić nawet koloru przycisku, nie mówiąc o przeniesieniu biznesu do innego partnera.

    Najczęstszym narzędziem „uwiązania” klienta jest blokowanie dostępu do repozytorium kodu (Git) oraz infrastruktury serwerowej. Jeśli nie masz wglądu w to, co dzieje się „pod maską” i jak powstaje Twój sklep, de facto przestajesz być jego właścicielem, a stajesz się dożywotnim najemcą.

    • Red Flag: Usłyszenie zdania: „Kod jest naszą własnością intelektualną i ze względów bezpieczeństwa nie możemy udostępnić do niego wglądu ani dostępów FTP/SSH”. To klasyczna technika manipulacyjna. O ile agencja może mieć swoje autorskie moduły, o tyle rdzeń Twojego sklepu i wszelkie customowe modyfikacje, za które zapłaciłeś, powinny być dla Ciebie w pełni dostępne.
    • Realne ryzyko: Gdy agencja straci płynność, zmieni profil działalności lub po prostu Wasza relacja się popsuje, zostajesz z niedziałającym systemem, którego nikt inny nie potrafi (lub nie może prawnie) dotknąć. Koszt „wyjścia” z takiej klatki to często konieczność budowy sklepu od zera.

    Rada Convertis: Musisz mieć klucze do własnego domu. Od pierwszego dnia współpracy wymagaj pełnego dostępu do repozytorium kodu, dokumentacji technicznej oraz panelu zarządzania hostingiem. Transparentność to nie uprzejmość agencji – to Twój fundament bezpieczeństwa biznesowego.

    2. „Senior na spotkaniu, Junior w kodzie” (Bait and Switch)

    To klasyk gatunku: na spotkaniach sprzedażowych czaruje Cię charyzmatyczny CEO, główny architekt sypie technologicznymi terminami jak z rękawa, a Ty masz wrażenie, że Twój sklep trafił w ręce ecommercowych bogów. Po podpisaniu umowy czar pryska – Twoje tickety lądują u stażysty, który dopiero uczy się różnicy między hookiem a controllerem, a Twój projekt staje się poligonem doświadczalnym dla kogoś, kto pierwszy raz widzi Twój system od środka.

    W e-commerce nie ma miejsca na „naukę na żywym organizmie”. Sklep to system naczyń połączonych – błąd juniora w logice koszyka, który np. źle naliczy rabaty lub „wykrzaczy” integrację z płatnościami, może pozbawić Cię przychodu w jedną noc. Naprawa takich błędów przez Seniora „po godzinach” to generowanie podwójnych kosztów, za które ostatecznie płacisz Ty – czasem w fakturach, a zawsze w nerwach.

    • Red Flag: Podejrzanie niska stawka godzinowa. Jeśli agencja oferuje roboczogodzinę w cenie wizyty u średniej klasy mechanika samochodowego, możesz być pewien, że „pod maską” nie siedzi certyfikowany deweloper z 10-letnim stażem. Seniorzy kosztują, bo ich kod nie tylko działa, ale jest bezpieczny i skalowalny.
    • Realne ryzyko: Twój sklep staje się „dziedzictwem juniora”. Kod jest nieczytelny, moduły gryzą się ze sobą, a każda kolejna zmiana powoduje lawinę błędów w innych miejscach. Po roku taki system nadaje się tylko do zaorania.

    Rada Convertis: Nie bój się pytać o „skład wyjściowy”. Dowiedz się, kto konkretnie będzie pracował nad Twoim kodem i jakie ma doświadczenie. Wymagaj przypisania dedykowanego zespołu i sprawdzaj certyfikacje (np. PrestaShop Certified Developer). W Convertis stawiamy na transparentność – jeśli mówimy, że zajmie się tym ekspert, to faktycznie ma on za sobą tysiące godzin w ekosystemie Presta.

    ​​3. Ignorowanie długu technologicznego

    W ecommerce panuje niebezpieczna zasada: „Skoro działa, to nie ruszaj”. Nieuczciwe lub niedoświadczone agencje uwielbiają to podejście, bo pozwala im ono bez końca dopisywać kolejne funkcje do systemu, który technicznie już dawno powinien być w muzeum. Efekt? Budujesz luksusowy wieżowiec na bagnie. Z zewnątrz wszystko wygląda pięknie, ale fundamenty powoli osiadają pod ciężarem kolejnych pięter.

    Wdrażanie nowoczesnych modułów płatności czy logistyki na archaicznej wersji PrestaShop lub przestarzałej wersji PHP to prosta droga do katastrofy. Im większy jest Twój „dług technologiczny”, tym droższa i trudniejsza staje się każda, nawet najmniejsza zmiana w sklepie. W pewnym momencie koszt utrzymania starych rozwiązań przewyższy zyski, które sklep generuje.

    • Red Flag: Agencja nigdy nie wspomina o aktualizacji silnika, optymalizacji bazy danych czy przejściu na nowszą wersję PHP. Zamiast tego, na każdy Twój problem ma jedną odpowiedź: „Dopiszemy kolejną łatkę”. To sygnał, że partnerowi zależy na szybkim wystawieniu faktury za godziny, a nie na zdrowiu Twojego biznesu w perspektywie 2-3 lat.
    • Realne ryzyko: Twój sklep staje się tykającą bombą. Brak aktualizacji to nie tylko wolniejsze działanie, ale przede wszystkim krytyczne luki w bezpieczeństwie. Gdy system w końcu „pęknie” podczas szczytu sprzedażowego, naprawa potrwa tygodnie, a nie godziny.

    Rada Convertis: Szukaj partnera, który ma odwagę powiedzieć Ci „nie”. Dobra agencja technologiczna odmówi wdrożenia nowej funkcji, dopóki nie posprząta silnika. W Convertis wierzymy, że stabilność jest ważniejsza niż chwilowy efekt wizualny. Czasem trzeba zrobić krok w tył – zaktualizować środowisko i wyczyścić kod – aby móc ruszyć z miejsca i skalować sprzedaż bez obaw o awarię.

    4. Estymacje „z sufitu” bez analizy przedwdrożeniowej

    Jeśli agencja podaje Ci precyzyjny kosztorys i datę uruchomienia sklepu po piętnastu minutach pierwszej rozmowy, to nie masz do czynienia z inżynierią, tylko z wróżeniem z fusów. E-commerce to nie jest prosta strona-wizytówka; to żywy organizm spięty z Twoim magazynem, księgowością i kurierami. Wycenianie takiego systemu „na kolanie” to proszenie się o finansową czarną dziurę w połowie wdrożenia.

    Bez rzetelnego studium wykonalności, każda oferta typu „Fixed Price” jest pułapką. Jeśli agencja nie doszacuje projektu (bo nie wiedziała o specyficznych wymaganiach Twojego ERP), ma tylko dwa wyjścia: albo drastycznie obetnie jakość kodu, żeby wyjść na swoje, albo zasypie Cię stosem aneksów na „zadania dodatkowe”, które de facto były niezbędne od początku.

    • Red Flag: Słyszysz: „Zrobimy to w dwa tygodnie za 5 tysięcy”, zanim padło jakiekolwiek pytanie o wersję Twojego systemu ERP, model zarządzania zwrotami czy specyfikę logistyki. Jeśli agencja nie interesuje się procesami biznesowymi, które stoją za kodem, to znaczy, że nie wie, co właściwie wycenia.
    • Realne ryzyko: Projekt utknie w 70% realizacji, budżet się wyczerpie, a Ty zostaniesz z niedokończonym sklepem, którego nikt inny nie chce przejąć, bo brak w nim dokumentacji i logicznej struktury.

    Rada Convertis: Zapłać za analizę przedwdrożeniową. To paradoksalnie najtańszy etap całego wdrożenia, który chroni Cię przed katastrofą wartą dziesiątki tysięcy złotych. Dobrze przeprowadzony audyt potrzeb i analiza techniczna to fundament, dzięki któremu „budowa” przebiega zgodnie z planem, a ostateczna faktura nie jest dla nikogo niespodzianką.

    5. Brak „Disaster Recovery Plan” (Pożar bez gaśnicy)

    Większość agencji uwielbia etap „budowania” – nowe funkcje, lśniące grafiki i chwalenie się świeżym wdrożeniem. Niestety, mało który partner chce rozmawiać o tym, co się stanie, gdy wszystko pójdzie nie tak. A pójdzie. Prawo Murphy’ego w e-commerce działa bezlitośnie: serwer padnie w samym środku szczytu Black Friday, wadliwa aktualizacja bramki płatniczej zablokuje zamówienia w niedzielny wieczór, a boty hakerskie znajdą lukę akurat wtedy, gdy Twój zespół będzie na urlopie.

    Brak planu awaryjnego (Disaster Recovery Plan) to jak budowanie luksusowego hotelu bez ani jednej gaśnicy czy wyjścia ewakuacyjnego. Jeśli Twoja agencja nie ma rozpisanych procedur na wypadek kryzysu, to w momencie awarii nie licz na profesjonalizm – będziesz zdany na łaskę przypadku i to, czy akurat „jakiś” programista odbierze telefon w wolnym czasie.

    • Red Flag: Brak jasnego zapisu o SLA (Service Level Agreement) w umowie serwisowej. Jeśli dokument nie precyzuje, w jakim czasie agencja musi podjąć działanie w przypadku błędu krytycznego (np. gwarantowana reakcja w ciągu 1 godziny), to Twój biznes wisi na włosku. Brak SLA to sygnał, że agencja traktuje serwis jako mało istotny dodatek, a nie fundament Twojego bezpieczeństwa.
    • Realne ryzyko: Kilkudniowy przestój w dużym sklepie to nie tylko potężna strata finansowa (często liczona w dziesiątkach tysięcy złotych na godzinę), ale też drastyczny spadek w rankingach SEO i trwała rysa na wizerunku. Google nie lubi „martwych” stron, a klienci nie wracają tam, gdzie ich dane są zagrożone.

    Rada Convertis: Nie pytaj agencji, czy robią backupy – każdy powie, że robi. Zapytaj, kiedy ostatni raz przeprowadzili testowe przywracanie sklepu z kopii zapasowej. Backup, którego nikt nigdy nie sprawdził w boju, jest wart tyle, co pusta gaśnica. W Convertis procedury „ratowania sklepu” i procedury kryzysowe to standard, bo wiemy, że techniczny spokój właściciela zaczyna się tam, gdzie kończą się puste obietnice, a zaczynają twarde procedury.