34. Jak zarządzać produktami w sklepie by ecommerce rósł – Joanna Kwiatkowska – kubotastore.pl

Cześć! W 34 odcinku rozmawiam ponownie z Joanną Kwiatkowską z Kubotastore.pl.

Poprzednio w 30 odcinku rozmawialiśmy z Joanną o reaktywacji marki Kubota i o tym, jak to wykorzystali w e-commerce.

Tym razem rozmawiamy o świadomym zarządzaniu produktem, które wspiera marketing i sprzedaż. O tym jak budować zespół marketingowy i ecommerce, aby się wzajemnie wspierały, jak zarządzać ofertą produktową, by wypłaszczyć piki sezonowe.

To wszystko na przykładzie Kubota – marki z dużymi aspiracjami. Jeszcze małego, ale ambitnego e-commerce, który rośnie jak na drożdżach.

Zapraszam do słuchania!

Grzegorz Frątczak: Cześć Joasiu, po raz drugi!

Joanna Kwiatkowska: Cześć!

GF: To może ja krótko przedstawię Joasię, bo ostatnio opowiadała o tym, jak razem ze wspólnikami reaktywowała markę Kubota. Dzisiaj będziemy mówić o marketingu i e-commerce’sie, i o tym, jak kupować reklamy. Jak to wszystko połączyć? I co ważniejsze: marketing czy reklama? Jak to wszystko się je? Z tego, co Joasia mówiła, to w tym roku już bardzo mocno urośli. Kilka razy w stosunku do roku poprzedniego, a do tego mają z 15 osób na pokładzie.

JK: Tak, łącznie z magazynem oczywiście. Tak więc, wielką firmą nie jesteśmy, ale też nie jesteśmy mali – może tak.

GF: 15 osób, to już kawałek. U nas jest 17… Ale to takie pozytywne, bo jednak ta odpowiedzialność jest. Prawda? Jednak zespół się buduje, rozwija i się dzieje.

JK: Tak:

GF: I właśnie i nie dałem jeszcze Joasi dojść do głosu, ale już za niedługo.

JK: Słucham o innej firmie, czyli się edukuję.

Współpraca działu ecommerce i marketingu

GF: Tak, to co ostatnio mi powiedziałaś to, to że w dziale marketingu was jest 4 czy 5 osób, a w e-commerce’sie raptem 2. Dobrze pamiętam?

JK: Tak. Natomiast, już tłumaczę, jak to wygląda. U nas jest bardzo dużo takich krosowych działań.  Może tak powiem: że każda osoba z marketingu – głównie to było moje życzenie, żeby każda osoba, która jest w marketingu wiedziała, jak działa nasz e-commerce. Więc nie jest tak, że działają sobie w jakiejś tam wyobcowanej chmurze albo z głową w chmurach i sobie wymyślają jakieś niestworzone rzeczy, kompletnie niepasujące do naszego modelu, albo nierealne w ogóle do spełnienia. Oczywiście mówię o ostatecznej sprzedaży, jakimś tam lejku sprzedażowym. Natomiast, umieją na przykład zarządzać – każda z tych osób umie zarządzać stronami statycznymi na naszej stronie internetowej. Czyli umie się zalogować do CMS-a. Umie wpuścić tam treść. Korzysta z naszych zafiksowanych bloków układu graficznego na stronie i umie takie rzeczy robić.

To nie jest tak, że mamy twardy podział e-commerce – marketingu. Osoby z e-commerce’u doskonale zdają sobie sprawę i mają realny wpływ na działania marketingowe. I marketing – na sprzedaż. Wszystkie pomysły z naszych spotkań albo analizy zeszłych działań i planowanie przyszłych działań są przez nas rozpatrywane i zastanawiamy się, czy to wdrażać, czy nie. W jaki sposób? Jak szybko? Dla mnie, jak patrzę na nasz operacyjny zespół to jest symbioza e-commerce’u i marketingu.

GF: A to czym te osoby w tym marketingu się zajmują? Czy to jest taki czysty marketing? Właśnie – co Wy rozumiecie przez to?

JK: Może powiem, że jeszcze w zespole e-commerce’u jest pracownik, który zajmuje się płatnymi reklamami, Facebookiem, Googlem. Ostatnio weszliśmy do YouTube Adsów, uruchomiliśmy na Pintereście reklamy, co nie jest też bardzo oczywiste, ale chcielibyśmy akurat rozwijać taką bardzo wizualną stronę naszej prezentacji. Uważam, że mamy idealne produkty, grafiki i nawet user generated content do tego. Tam więc uruchomiliśmy, będziemy to testować. Jeśli to nie wypali, potwierdzimy, że mamy za mało organiczny zasięg i tylko przepalamy te reklamy, po prostu podejmiemy inną decyzję. Na razie wygląda to nieźle i będziemy to kontynuować.

Czyli, de facto, tak prostując mamy 3 osoby w e-commerce’sie i 4 w marketingu. Zdalnie pracuje 1 osoba, zajmuje się głównie Instagramem i zarządzaniem społecznością Kubotową, i angażowaniem – czyli jest takim Community Managerem. Pozostałe osoby pracują w biurze. Oczywiście przy zachowaniu wszystkich restrykcji sanitarnych.

GF: Tak jest. Okej. Czyli 1 osoba zajmuje się Instagramem i budowaniem społeczności. I to jest tylko Instagram – rozumiem?

JK: Instagram i też organizowanie – oczywiście w ramach zadań Community Managera i zarządzającego w jakiś tam sposób społecznością. Również mamy taką grupę na Facebooku: „Wielka Loża Kuboty”. Działa ona od zeszłego roku …

GF: O! Brzmi cudnie.

JK: Zapraszam wszystkich. Jest to zamknięta grupa, można ją oczywiście… Prywatna – przepraszam. Można ją znaleźć w wyszukiwarce, natomiast obowiązują określone zasady. Żeby wejść trzeba odpowiedzieć na 3 proste pytania związane z Kubą i dopiero można być członkiem. „Wielka Loża Kuboty” działa bodajże od czerwca 2019 roku. Więc prawie 1,5 roku. Uważam, że mamy tam niewielką społeczność, ale bardzo zaangażowaną. Teraz jest chyba 1500 użytkowników. Natomiast, gdy nieraz wchodzę sobie w statystyki, to rzeczywiście zaangażowanie jest spore. Tak więc organiczny feed Facebookowy działa i jesteśmy z tego zadowoleni. Tak, to jest to Community Manager. Organizuje również różnego rodzaju konkursy na Facebooku, nie raz zajmuje się influencerami. Współpracuje z influencerami w grupie marketingowej. Jest jeszcze moja wspólniczka – Dyrektor Marketingu, która to wszystko spina i zarządza. Kontroluje czy wszystkie zadania są na czas. Jak nie, to upomina się.

GF: To wyciąga konsekwencje, drodzy. Wyciąga konsekwencje.

JK: Tak, tak – klapkiem. Nie!

GF: Klapkiem będzie.

JK: Oczywiście to jest żarcik. Jeśli chodzi o zarządzanie wszystkimi procesami u nas, to korzystamy z Monday’a, który świetnie się sprawdza. Dostosowaliśmy go do naszych potrzeb, więc każdy zarządza swoimi zadaniami. Jeśli coś jest tam przydzielane, to przesuwa swoje terminy albo realizuje wcześniej – może, tak. Jest masa tematów, zwykły kalendarz przestał nam wystarczać, więc od ponad roku korzystamy z Monday’a. Drugą osobą właśnie jest Dyrektor Marketingu.
Trzecią osobą jest nasz Content Manager, który robi każdego rodzaju opisy, które są związane z Kubotą, publikuje posty na Facebooku. Tak to wygląda. Jest tego u nas sporo. Akurat jesteśmy na takim etapie, że w tym roku wprowadziliśmy 13, 14 kategorii klapków. I to nie jest tak, że musiało powstać tylko 13, 14 opisów, ale jeszcze opis do każdego koloru. W każdej kategorii mamy opis, więc chyba było ich około 120. I nieraz wyglądało to tak, że trzeba było zrobić dziennie po 10, 15 opisów, bo czas gonił. A opis ma mieć „x” znaków, ponieważ podjęliśmy decyzję, że opisy produktów będziemy robić pod względem SEO. Każdy jest unikatowy. Jednak nieraz, po prostu, tak brzydko mówiąc: „ile można pisać o klapkach?”. Ale zachęcam wszystkich do przeczytania opisów produktowych, bo nawiązują one do naprawdę wielu rzeczy: popkulturowych, społecznych, nie tylko popkulturowych i kulturowych, historii i wielu innych rzeczy. Uważam więc, że jest to robione z odpowiednią i finezją, i sztuką pióra.
Czwarta osoba, zajmuje się współpracą – głównie PR-em. Prowadzi też LinkedIna oraz Twittera. Na Tweetrze mamy mało obserwujących, ale próbujemy umieszczać tam takie smaczki z życia Kuboty. Na LinkedInie są już takie bardziej profesjonalne posty branżowe, nie branżowe, bardziej biznesowe. Co się u nas dzieje pod względem rozwoju? Co się nam udało – z takich, powiedzmy – grubszych rzeczy. Tak jak wspomniałam, współpracuje również różnego rodzaju organizacjami, stowarzyszeniami, klubami sportowymi. Muszę nadmienić, że jesteśmy oficjalnym partnerem Polskiego Związku Tenisowego. Współpracujemy również z Polskim Związkiem Snookera.

GF: Okej.

JK: To są bardzo dziwne pomysły, ale stwierdziliśmy, że Kuba pasuje do wszystkiego i jakby nie o to chodzi, żeby nagle rozbuchać współprace na kilkaset tysięcy złotych, czy tam na kilka milionów i być nagle sponsorem Polskiej Reprezentacji Piłki Nożnej, bo nie o to chodzi. Tylko jakby też wspierać troszeczkę takie mniejsze związki, które w jakiś tam sposób, szczerze mówiąc mogą się trochę pochwalić partnerstwem z Kubotą. Współpracujemy też z klubami sportowymi. My jesteśmy z Łodzi. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z podziału, który istnieje w Łodzi, jeśli chodzi o kluby sportowe?

GF: Słyszałem coś, słyszałem.

JK: Więc podjęliśmy decyzję, że będziemy współpracować i z ŁKS-em – Łódzkim Klubem Sportowym, i z Widzewem.

GF: Odważnie.

JK: Dokładnie. Stwierdziliśmy, że po prostu Kubota jest idealną marką i jakimś tam – nie wiem – łącznikiem wszystkich zwaśnionych stron.

GF: Już sobie wyobrażam tych piłkarzy, którzy wchodzą w klapkach na konferencje prasowe, drodzy…

JK: Tak. Akurat nie współpracujemy tak stricte z sekcją piłki nożnej. Jeśli chodzi o ŁKS, to współpracujemy z Łódzkimi Wiewiórami, są to siatkarki. Z Widzewem sprawa wygląda tak, że współpracujemy z sekcją AMP, czyli z zawodnikami niepełnosprawnymi. Współpraca rozwinie się bardziej w przyszłym roku, ponieważ w tym roku wiadomo, że z nie wszystko przebiegało płynnie. Jeśli chodzi o nawiązanie współpracy, to wszystko działo się bodajże na przestrzeni dosłownie 2 tygodni, odkąd chyba po raz pierwszy opublikowaliśmy informację o współpracy z ŁKS-em. I oczywiście pojawiły się komentarze widzewiaków: „Eee, ŁKS. Dlaczego? Dlaczego niby?” – to po drugie. A po trzecie: może nie było takich skrajnych komentarzy, że: „Nigdy nie założę Kubotów”, no ale powiedzmy, że jakieś tam głosy zostały usłyszane, no i dosłownie, już w tamtym momencie mieliśmy ustalone warunki współpracy z Widzewem, więc później umieściliśmy post o Widzewie i to wszystko się jakoś wyrównało. I pokazaliśmy, że można tak działać. I nie polaryzować tutaj ani sportowców, ani zawodników, ani kibiców, ani społeczeństwa, tak?

GF: Tak.

JK: Bo jesteśmy marką, która chce łączyć, a nie dzielić. W jeśli chodzi o jakieś… Tak, jeszcze dosyć często pracujemy z różnego rodzaju wydarzeniami. W zeszłym roku o wiele bardziej intensywnie, ponieważ odbywały się one „na żywo”, a nie online. W tym roku troszeczkę słabiej. Natomiast, uważam, że bardzo dobrze wyszła nam współpraca właśnie z Polskim Związkiem Tenisowym. Współpracujemy od lipca tego roku albo od sierpnia.

GF: Tak.

JK: Natomiast w kontekście ostatnich sukcesów Igi Świątek i Rolanda Garrosa, wszyscy tutaj w teamie po prostu ściskaliśmy kciuki i śledziliśmy kolejne zwycięstwa i ostatecznie zdobycie Pucharu.

GF: Okej. Widzę, że ta współpraca z wieloma takimi dziwnymi rzeczami, przebieg jak dla takich typowych sklepów. I z drugiej strony jak tak patrzę, jak opowiadałaś o tej marce, to Wy też, przez to, że reaktywowaliście tę markę, mieliście bardzo dużo wzmianek w prasie o nowym produkcie. O tym: co to jest. I pozytywne, i negatywne, takie od …[?, 15:29]. I to chyba dało Wam też napęd na początku. Prawda?

JK: Oczywiście. Nie pamiętam dokładnie zasięgów organicznych marketingowych, ale chyba po roku 2018 było to około 8 mln. organicznego zasięgu w social media, w ogóle w sieci, biorąc pod uwagę: portale, jakieś blogi, mikro-blogi i inne miejsca, Wykopy.

GF: Czyli 8 milionów ludzi się o Was dowiedziało.

JK: Tak, 8. Natomiast, w pierwszym roku…

GF: Chyba się muszę od Was uczyć, w takim razie.

JK: Wiadomo, że po prostu ten komunikat był na tyle kontrowersyjny i kolejne nasze działania, i to w jaki sposób prowadzimy komunikację.

GF: Joasiu, a powiedz mi, co miało większy wpływ na to, że tak wiele osób o Was usłyszało. To, że to jest Kubota? Czy to, że umieliście to wykorzystać i to zrobić? A może pół na pół? Bo wiesz, Kubota to trochę taki świadomy wybór. Natomiast, czy bez Waszych jakichś tam świadomych działań, to by się tak ułożyło, czy to też ciężka praca po Waszej stronie, żeby to wykorzystać – to momentum?

JK: Myślę, że najważniejszym i w pełni świadomym wyborem była kwestia reaktywacji.

GF: Tak.

JK: Tego nie może cofnąć. Jest to chyba najważniejszy wybór. Ale, poważnie mówiąc, myślę, że teraz nie da się tego ocenić czy to jest 30 do 70%, czy 15 do 85. Myślę, że to jest troszeczkę fifty-fifty. W pierwszym roku wiadomo, że „Kubota” – samo hasło „Kubota” było w pewnym momencie najważniejsze. Drugą kwestią było to, z jakim produktem reaktywowaliśmy tę markę, ponieważ wtedy jeszcze po prostu nie mogliśmy sprzedawać. Tak się dogadaliśmy z właścicielami znaku towarowego, że jakby nie udostępnią nam możliwości poznania tego całego know how dotyczącego importu z Chin klapków klasycznych – tych legendarnych, na rzep. Więc po prostu, ruszyliśmy z własnym produktem i nam się udało. Myślę też, że gigantycznym silnikiem, wpływającym na to, jak to było wszystko postrzegane, był sam ten produkt i to, że to wszystko jest w sieci. Teraz nawiążę do konferencji ETA – targów handlu z zeszłego roku, w której to konferencji uczestniczyłam. Wpadłam na taki pomysł, żeby przedstawić właśnie tę markę w taki sposób jak akurat była nazwana moja prezentacja: „Z bazarów Stadionu Dziesięciolecia do 3 tysięcy zamówień online dziennie”. Tak więc, w niewielkiej pigułce, wygląda Kubota w 2020 roku. Zaczynała jako taki pan-bazarowy, jarmarczny produkt, sprzedawany na Stadionie Dziesięciolecia, do produktu, który teraz może kupić praktycznie każdy w Polsce, bo każdy ma dostęp do internetu. No i powiedzmy, że te 30 złotych obecnie nie jest jakąś tam wywindowaną ceną. Tak to wygląda. Tutaj akurat, jeśli chodzi o publikacje w mediach, głównie w sieci, to prowadzimy taki dziennik publikacji. I w samym 2018 roku ponad 100 różnych albo tytułów, albo blogów napisało o nas: i na swoich stronach, i umieściło wzmianki na Facebooku. W 2019 też było ponad 120, a w tym roku jest to już 220. Prowadzi to dziewczyna, o której wspominałam, która zajmuje się współpracą PR-ową i wychwytuje też różnego rodzaju wzmianki, w takim narzędziu Newspoint, do monitoringu mediów.

GF: Tak. Joasiu, ale to powiedz mi, to ile to jest to „samo z siebie”, że produkują te informacje o Was, a ile to jest Wasza taka świadoma praca, żeby poszczególne tytuły o Was napisały?

JK: Na początku było to tylko organiczne. Rozpoczęło się to 2018 roku od publikacji czasopiśmie „Wprost” – tym drukowanym. I myślę, że to było koło zamachowe do wszystkiego.

GF: Sami, tak z siebie napisali o Was?

JK: No, tak nie do końca, ale powiedzmy, że mieliśmy…

GF: Okej. Magiczna ręka „klubowiczów”[?, 20:41] – jak ja bym to nazwał, sięgnęła do „Wprostu” i powiedziała: „No napiszcie o nas, bo jesteśmy fajni”.

JK: Tak. Tak samo jak istnieje niewidzialna ręka rynku, tak istnieje niewidzialny klapek rynku i zadziałał jakimś tam cudem.

GF: Dobrze powiedziane.

JK: Ale myślę, że to miało decydujący wpływ. Ten wpis został umieszczony 23. kwietnia, a w kolejnych dniach: 24., 25., 26. – właśnie mam przed sobą ten Excel – to już było 30 różnych wpisów. Widzę tutaj: Onet, WP Finanse, Joy, Elle – w ogóle modowe tytuły. Zaczęło się więc od takich typowo informacyjnych miejsc, właśnie: Gazeta Wrocławska, Antyradio, RMF Maxxx, Avanti. Może już 2 dni później, takie bardziej modowe tytuły zauważyły, że: „Hej no, Kubota nie jest lamerska, obciachowa, tylko może być fajna”. Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy właśnie w Elle trafiliśmy na pierwszą stronę internetowego wydania i wisieliśmy chyba aż przez 2 dni. I wtedy akurat nie mógł nam zejść uśmiech z twarzy.

GF: Widzę już te słupki sprzedaży, które urosły drastycznie od pierwszego dnia.

JK: Wiadomo, że zawsze może być lepiej. Ale myślę, że dobrze wystartowaliśmy i później było to wspierana reklamą internetową. Wiadomo, że wtedy nie mieliśmy w bardzo dużych budżetów.

GF: Tak.

JK: Tylko głównie bazowaliśmy na serdeczności i na osobach, które chcą nam pomóc. W ogóle od samego początku bardzo intensywnie działamy z influencerami, głównie na zasadach współpracy barterowej. Tak jak wspomniałam jest masa życzliwych osób, które chcą się troszeczkę ogrzać przy tym cieple Kuboty i tej „fajności”.

GF: Z tego, co mówisz, po prostu macie taki – jak to nazywam – „Seksi produkt”, czyli taki produkt, o którym można powiedzieć. I to jest sentymentalne dla wielu Polaków, to też te duże dzienniki o Was napisały. Ale z tego co opowiadasz, to jest również dużo Waszej pracy, żeby to wykorzystać, żeby gdzieś tam się dostać, żeby ktoś powiedział. I to, że macie taki fajny produkt – to kolejni opowiedzieli. I oczywiście, że większość sklepów internetowych, które sprzedają, nie ma szans na coś takiego. Ale jeśli słuchają nas osoby, które mają własne marki, myślę że mogą się od Was wiele nauczyć. Jest gdzieś taki trend w Polsce, w ogóle na świecie, takich marek lokalnych. Już nie mówiąc o odzieży, o nietypowych produktach, które gdzieś tam się w wpisują w to, że Polacy chcą, żeby takie rzeczy się tworzyły i chcą o tym czytać, i gazety o tym piszą. Tylko trzeba wykonać tę pracę organiczną u podstaw, żeby się do nich dostać. U Was było pewnie to łatwiejsze: parę kontaktów i Kubota „wciągnęła”, bo jest bardzo „seksi”. Z drugiej strony, gdy ostatnio miałem rozmawiać z Jakubem Roskoszem, to przeczytałem „Forbesa”, w którym został nominowany do „30 under 30″. Była tam pani biotechnolog, bodajże biotechnolog – teraz nie pamiętam imienia i nazwiska – która zrobiła świetną karierę. I ona opowiadała, jak się dostała na pierwsze zagraniczne stypendium. Wyobraź siebie, że ona napisała do 50 różnych – i teraz nie ma, że kłamię” może było 30 może 50 – do 50 różnych laboratoriów, żeby ją przyjęli na staż. Była na 2. czy 3. roku studiów.

JK: Przepraszam, że Ci przerwę, chyba jest z tego co kojarzę, z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

GF: Pewnie tak, nie pamiętam. Ale na mnie zrobiło wrażenie, to że ona po prostu zrobiła tę pracę domową – napisała do tych kilkudziesięciu miejsc.

JK: Praca u podstaw.

GF: Tak. Do 1 czy 2 ją przyjęli. Tu w ogóle zobaczcie – statystyka – im więcej, ten… W kolejnym roku nie było wiele lepiej, ale to później zaowocowało. Gdy starała się o pracę w Google czy gdzieś indziej, to oni już na nią inaczej patrzyli, bo miała zagraniczne staże. I tylko taka wytrwałość to pokazuje. Więc drodzy słuchajcie, jeśli macie produkt, to wytrwałość i walka o to, żeby ktoś o Was tam powiedział. W końcu to zassie. Tak? Tak to bym powiedział. Trochę jak z Kubotą w ’94 roku.

JK: Wtedy była troszeczkę inna sytuacja. Ludzie w ogóle nie byli świadomi co z Kuboty w przyszłości będzie – to po pierwsze. Po drugie: Kuboty były najtańszymi klapkami na bazarze. Wygodnymi, najtańszymi, z ciekawym designem. Tutaj wielkie chapeau bas i uznanie dla Wiesława, który wypatrzył taki produkt w jednej z chińskich fabryk i postanowił go sprowadzić, a później zastrzec znak towarowy, bo przede wszystkim wierzył w to. Tak?

GF: Tak.

JK: Jak spojrzy się na nasze Klatki Rzep, to nie ukrywajmy, jest to dosyć oryginalny design.

GF: Tak.

JK: Regulowany pasek jest pod względem inżynieryjnym – w branży obuwniczej – majstersztykiem.

GF: Tak.

JK: Każdy ma inną stopę. On się akurat dopasowuje do szerokości stopy, więc – nie wiem – piszą do nas na przykład kobiety w ciąży, że po prostu dziękują Bogu, dziękują Kubocie za tego typu klapki, bo w momencie, kiedy im puchną stopy, mogą sobie założyć klapki.

GF: Tak.

JK: Mogą chodzić w klapkach. A w zwykłych klapkach albo w zwykłym obuwiu nie mogą – to tak drogą wtrącania. Jeszcze à propos tej marki, o której mówisz, że robimy to w dosyć nietypowy sposób. Tak sobie ostatnio podsumowaliśmy, że jesteśmy takim low brandem. Nasz produkt albo się kocha, albo nienawidzi. Oczywiście, większość osób pokochuje. I z tą marką wiąże się jakiś styl życia, łączy się filozofia i idee. I jesteśmy akurat takimi ludźmi – zdajemy sobie z tego sprawę i głównie to chcemy kultywować – że firma to są ludzie. To nie jest jakiś tam wyobcowany byt, który żyje sobie swoimi cyferkami. Który, jeśli założy się wszystko na koło zębate i zautomatyzuje, będzie sam sobie dział. To tak nie jest. Jesteśmy również bardzo zaangażowani – no może nie bardzo zaangażowani, ale wiemy, co się dzieje w życiu społecznym, politycznym, kulturowym w Polsce. Od samego początku chcieliśmy, żeby Kubota również nie była wyobcowana i też troszeczkę żyła tym, co się dzieje w Polsce i w świecie sportowym, w świecie kulturowym. Dlatego nie przechodzimy obojętnie koło niektórych tematów i w momencie …[?, 28:23], to właśnie w pierwszej części podcastu mówiłam o tym takim kultowym zdjęciu Janusza, który zrobił sobie na Śnieżce zdjęcie w Kubotach i z reklamówką Biedronki. To mniej więcej w tamtych czasach powstał taki slogan, który był powtarzany bardzo często w sieci, że „Kubota, to nie klapki, to styl życia”. Myślę, że tak naprawdę, zakładając Kuboty, niektórzy ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, ale wiadomo, jak to jest postrzegane: nie zakładają „tylko” klapków, tylko zakładają Kuboty, które łączą się właśnie w jakimś tam luzem, z dystansem do siebie. Z tym, że mogliby mieć klapki Gucciego za 600 złotych albo jakieś Moschino, albo Prady za set złotych, a zakładają Kuboty za 30 złotych albo za 50 złotych. Albo Premium – w ogóle to już najwyższa półka cenowa – akurat, jeśli chodzi o Kuboty – 160 złotych. Niejednokrotnie widzimy jakichś tam prezesów wielkich firm, którzy kupują sobie Kuboty. Robią sobie zdjęcia i jakby pokazują tym, że są okej. Że nie są zadufanymi w sobie wielkimi prezesami, wielkimi przedsiębiorcami i nie wiem, kim – bogami – na tym rynku, tylko są zwykłymi ludźmi, którzy po prostu lubią sobie założyć Kuboty, bo są wygodne. I jakby z samym tym działaniem dają manifest.

GF: Okej. Zbudowaliście świetny marketing i historię wokół tej marki. Zastanawiam się jak to przekłada się na koszty związane z e-commerce’em, na koszty reklamy? Czy macie przeliczenia, że każda złotówka wydana na marketing powoduje, że 2 złote mniej wydajecie na e-commerce’sie, na reklamach? Na to, że jest świadomość marki? Czy może to inaczej liczycie? Tak się zastanawiam – co daje taka świadomość marki?

JK: Wiesz co, tak jak wspomniałam, nie oddzielam marketingu od e-commerce’u. Bardziej dzielimy to sobie na działania płatne i nieodpłatne. Wiadomo, że nie ma działań nieodpłatnych, bo kosztem jest czas pracownika i wynagrodzenie pracownika.

GF: Tak.

JK: Jego inwencja twórcza albo liczne spotkania, które są związane z jakąś akcją marketingową, albo z jakąś współpracą, nad którą nie raz pracuje nie tylko 1 osoba, ale czasem pół zespołu, bo tego wymaga. Na przykład jakaś kolaboracja i wprowadzenie nowego produktu do sprzedaży w limitowanej edycji. To nie jest tylko marketing, ale również wykonanie tego, czyli dział personalizacji. Obecnie mamy dział personalizacji Klapków Rzep. Właśnie jest dogranie współpracy marketingowej, wprowadzenie do sprzedaży, czyli jest: e-commerce, produkcja i marketing, czyli 3 podstawowe działy. No i jeszcze na końcu to wszystko wieńczy kwestia finansowo-księgowa, czyli też jakiś tam dział firmy. Praktycznie wszystkie razem z magazynem. Czyli w 1 współpracę marketingową zaangażowane są wszystkie gałęzie firmy.
Jeśli chodzi o działania nieodpłatne i płatne, wygląda to tak że, po tym roku, jeszcze nie jesteśmy w stanie sobie tak dokładnie powiedzieć, tak że: 1 złotówka na marketing, to jest tyle sprzedaży albo tyle przychodu. Każda współpraca jest inna. Niektóre współprace są nastawione na działanie bardziej wizerunkowe, a niektóre rzeczywiście – na sprzedażowe. I wygląda to tak, że nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić sobie potencjał tej współpracy, bo na przykład dotychczas mieliśmy różnego rodzaju współprace z mniejszymi – tak jak mówiłam – związkami sportowymi. Ale też współpracowaliśmy dotychczas z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Przekazaliśmy przy poprzedniej edycji klapki – takie dedykowane dla Jurka Owsiaka. Wykonaliśmy je, Jurek Owsiak je dostał i przekazał na licytację.

GF: Znowu reklama! znowu marketing! No sprytni!

JK: Tak, ale jednocześnie przyczyniliśmy się do tego, że ktoś wylicytował klapki i to wszystko zostało przekazane na dobry cel. Pamiętam dokładnie, że w 1 filmiku, obok repliki chyba metalu Olgi Tokarczuk, były klapki Kubota. Zaraz obok. I pani, która opowiadała, że można wylicytować: „właśnie tutaj Nagroda Nobla Olgi Tokarczuk oraz klapki Kuba dla Jurka Owsiaka”. Więc, czasem po prostu jest to tak absurdalne….

GF: Te działania e-commerce’owe, które macie, czyli reklama i tak dalej, to może są niepotrzebne …[?, 33:48].

JK: Absolutnie są potrzebne. W ten sposób docieramy do osób, które żyją na przykład tylko w internecie. Jak w ogóle u nas wygląda tworzenie takiej kampanii? My myślimy mocno kategoriami produktów. W tym roku przynajmniej tak było, w przyszłym roku też chcemy tak myśleć, ponieważ wiemy, że to działa i wiemy, że musimy przede wszystkim uświadamiać konsumentów, że Kubota – po pierwsze: wróciła. Że Kubota, to nie tylko Klapki Rzep. I że Kubota ma o wiele więcej asortymentu niż mogą sobie wyobrazić. I że: „wejdź na stronę i zobacz, ile i jak jest wesoło, jak ciekawie”.

GF: Tak.

JK: I że tak naprawdę mamy klapki dla każdego. Po to jest reklama płatna. Kampanie wyglądają w ten sposób, że nasz Content Manager siada sobie z naszym – powiedzmy – magikiem od reklam.

GF: Okej.

JK: I 1 Michał i 2. Michał, więc tam sobie siedzą i rozkminiają. Przede wszystkim myślą nie tylko o tym: jak zrobić jakiś tam key visual, który może się podobać, tylko co powinno, jaka jest filozofia, albo co niesie dany produkt? Jakie powinny być skojarzenia? Najpierw wymyślana jest koncepcja. Później ta cała koncepcja przekazywana jest razem ze wszystkimi wskazówkami naszemu grafikowi. Grafik szykuje kreacje. I zazwyczaj robimy kampanie albo na konkretne grupy demograficzno-społeczne, albo puszczamy na remarketing. Wiadomo, że przy każdej kampanii są różne grupy docelowe, łącznie z remarketingiem. Ale tutaj, praktycznie w każdej uruchamiamy ten remarketing, żeby przypomnieć naszym użytkownikom strony i kupującym, że na przykład są nowe rzeczy, albo że mogą jeszcze dokupić sobie do kolekcji kolejne rzeczy. Tak to wygląda, jeśli chodzi o kampanie płatne, głównie właśnie na Facebooku. Natomiast, jeśli chodzi o Google, to mamy pokonfigurowane kampanie na sieci, wyszukiwania na katalog produktowy. W pierwszej części wspomniałam również, że uruchomiliśmy reklamę na YouTubie. Trwało to trochę dłużej, ze względu na to, że dłużej trwał montaż materiałów, które są z ostatniej sesji. Dodatkowo trzeba było nagrać lektora, przyciąć do odpowiedniej długości, skonfigurować. Ostatnio z tym ruszyliśmy, zobaczymy jak to wszystko w sumie będzie działać.

GF: No właśnie, uderzacie z tymi reklamami, robicie bardzo dużo marketingu. Zastanawiam się nad tymi działaniami e-commerce’owymi. Marketingu nie macie policzonego, po prostu wiecie: „no to zrobiliśmy i widzimy efekty działań”.

JK: Mamy policzone. Jeśli chodzi…

GF: Ale zastanawiam się, czy tak samo podchodzicie do e-commerce’u? Tam można zebrać więcej danych, więc jest pytanie: czy Wam musi się bardziej zwracać, czy bardziej też tak trochę nonszalancko? Może nonszalancko, to jest źle powiedziane, bo tak jakby ten marketing powoduje, że sprzedaż nie rośnie „tu i teraz”, ale pewnie w przyszłości, a przy e-commerce’sie bardziej się liczy „tu i teraz”. A może nie „tu i teraz”? Inwestujecie w reklamę, która przyniesie Wam przychody w przyszłości.

JK: Może sprostuję, że nie oceniłabym naszych działań marketingowych nonszalancko, bo mam wszystko policzone – ile każda współpraca kosztuje albo w barterze, albo w jakiś tam inny sposób. Ile czasu nam zajmuje. Wybieramy więc, oceniamy przede wszystkim potencjał strony, z którą współpracujemy. I to marketingowy, i to sprzedażowy, i angażujący przede wszystkim społeczność, bo w momencie, kiedy współpracujemy, nie wiem, z jakimś nie wiem… W zeszłym rok współpracowaliśmy, w wydarzeniu, w którym były biegi. Współpracowaliśmy z Runmageddonem i zwycięzcy dostawali nagrody Kuboty. To jest jak najbardziej marketing, jest to wartość dodana. Ale nie jest to taki chamski marketing, w którym się mówi: „Kup Kuboty, bo – kup”. „Kup Kuboty, bo są wygodnym obuwiem, w które na przykład można wskoczyć po przebiegnięciu „x” kilometrów w bardzo ciężkich warunkach”. I to jest też produkt, z którym po prostu ludzie będą nas kojarzyć. Jeśli więc chodzi właśnie marketing, to nie ma takiego idealnego przełożenia: 1 złotówka wydana, generuje tyle i tyle przychodów. Ale wiemy, że ten przychód zawsze wygeneruje, jakiś tam mniejszy albo większy. Przynajmniej zbierzemy jakąś populację osób, która będzie nas kojarzyła – i będzie nas pozytywnie kojarzyła. Nieraz jest tak, że jest naprawdę mała ilość. Szczególnie w tym roku była taka sytuacja właśnie z niektórymi klubami sportowymi albo związkami. Było tak, że każdy odchodził, bo nie było meczy, nie było w jaki sposób się pokazać, wyeksponować tej marki, firmy.

GF: Tak.

JK: Kibice nie mogli jej zauważyć, a my właśnie w tym momencie się zbliżaliśmy. I uderzaliśmy, pisaliśmy do tych związków albo właśnie do klubów sportowych i mówili: „Wow – jakby – Kubota… Teraz to nie wiem – odeszli nam wszyscy sponsorzy”, a my w drugą stronę tak naprawdę chcieliśmy wejść.

GF: To co, dostaliście rabaty, czy jak?

JK: Wiadomo, że…

GF: Dobra – tajemnica. Wycinamy. Nie było pytania.

JK: Dobrze.

GF: Ale rzeczywiście, to też jest taka strategia. Trochę jak z tym tenisem – mówiłaś, że weszliście tuż przed wygraniem mistrzostw przez Igę. Gdy się wejdzie w dobrym momencie, ma się inną współpracę, a inną się ma, gdy Iga już wygrała. Tak? Na pewno są to już inne rozmowy. Trochę jak na giełdzie – trzeba sprawdzać. Z drugiej strony, z tego co mówisz, liczycie te wydarzenia i pewnie też widzicie, jaki był odzew. I pewnie jak wykumać w takim stricte policzalnym, trudno to policzyć, ale też widać efekty, co się wydarzyło po takim wydarzeniu. Czy coś zassało? Czy są wzmianki? Czy warto? I pewnie też już widzicie z perspektywy czasu, w które wydarzenia marketingowe i czy w jakieś akcje marketingowe warto inwestować, a które sobie odpuszczać w ogóle, bo to nigdy nie się nie zwraca w ogóle. Dobrze myślę? Macie taką czarną książeczkę z takimi wiecie – czarna książeczka u Kuboty, w biurze, pod lewym stołem…

JK: Mądrości życiowych.

GF: Tak. Zamknięta na 4 spusty – tam cała wiedza marketingowa jest.

JK: Nie. Jeśli chodzi o wiedzę marketingową, to jest w naszych głowach i w naszej intuicji oraz w tym co zrobiliśmy, jakie mamy plany na przyszłość. Wiadomo, że jak to w każdych działaniach i w planach rozwoju marki – jest część cyferek Excela i sum, i funkcji, a część oczywiście musi być częścią doświadczenia i częścią intuicji. My dokładnie wiemy, jaka ta marka mogłaby być w przyszłości. Będziemy zawsze podążać za trendami. To nie jest tak, że będziemy zawsze robić ten sam typ klapków i ten sam typ odzieży. Na przykład mamy kolekcję odzieży na przyszły rok. Zaczęliśmy współpracować z projektantką i z szefową działów modowych, zamówień i projektowania, która współpracowała z naprawdę największymi markami w Polsce. Troszeczkę fartem, troszeczkę jakby zainteresowała się nami. Jest to osoba z bardzo dużą intuicją i wtedy, kiedy masa członków zespołu mówiła: „Nie, nie róbmy tego. Nie róbmy tego koloru albo nie idźmy w tę stronę”, ona stawiała na swoim i były zawsze wyniki. Mamy więc nadzieję, że jeśli chodzi o przyszły rok, będzie właśnie takim przełomowym pod względem kompleksowości Kuboty. W tym roku była taka sytuacja, że do sesji zdjęciowej mieliśmy co najwyżej t-shirt. Mamy też t-shirty, ale produkowane w Polsce. Teraz chcemy produkcję przenieść do Chin, bo jest – powiem, że po pierwsze: jest taniej, po drugie: możemy wykrzesać o wiele więcej z całej kolekcji robiąc ją tam. No i po prostu brakowało nam spójności na całym zdjęciu. Żeby całe zdjęcie było Kubotowe, a nie tylko klapki, czapka, jakieś tam akcesoria i skarpety.

GF: Tak.

JK: Myślę, że to dużo nam przyniesie. Wracając jeszcze do akcji i zastanawiania się: w co wejść, w co nie wejść, to dla nas pewne rzeczy są naturalne. Na przykład, w tym roku, w czerwcu wydaliśmy małą partię klapków tęczowych – na początku czerwca z okazji Pride Month. Pierwsza partia poszła dosłownie w pół dnia. Nie zdawaliśmy sobie w ogóle sprawy, że…

GF: To co, tych klapek było 10 par? Joasia się śmieje.

JK: O wiele, wiele więcej.

GF: O wiele, wiele więcej.

JK: Ale popyt przeskoczył po prostu „x” razy podaż, więc musieliśmy bardzo szybko zlecać produkcję na miejscu, dzięki temu, że mamy klapki personalizowane.

GF: A na Allegro nie było? Nie było rynku wtórnego na Allegro, że ludzie sprzedawali 3 razy drożej?

JK: Nie, nie było. Chociaż, myślę że może ze 2, 3 pary może tak. Moglibyśmy działać na podstawie takiego modnego amerykańskiego dropu – że sprzedamy sobie kilkaset, kilkadziesiąt albo troszeczkę ponad setkę par i damy sobie spokój, i resellerzy będą zarabiać na tym krocie. Ale nie o to chodziło. Polecam też wszystkim poczytanie komentarzy pod tym postem. To chyba był 4 czerwca.

GF: Na Facebooku?

JK: Na Facebooku. Widać tam jak spolaryzowane mieliśmy – mamy nadal społeczeństwo. Mamy też wewnętrznie, tutaj w Kubocie nadzieję, że w jakiś tam sposób możemy to zmieniać, że ludzie się zmienią. Ale, myślę że jesteśmy jeszcze na długiej drodze do tego. Natomiast post osiągnął organiczny zasięg na poziomie 200-tysięcy wyświetleń i 7-tysięcy reakcji. Czyli polubienia, serduszka albo anty serduszka.

GF: Milutko, milutko.

JK: Tak. Jeszce była druga akcja – tak szybko powiem. Pod koniec października umieściliśmy post wspierający strajk kobiet, ale akurat nie wypuściliśmy żadnych klapków z tym związanych, bo nie chcieliśmy monetyzować tak grubej sprawy polityczno-społecznej. W ten sposób właśnie 1 ze wspólników zmierzył, że chyba byliśmy pierwszą marką, która wrzuciła od razu – na drugi dzień post wspierający.

GF: Odważnie, odważnie. Ale chciałem jeszcze wrócić do tego e-commerce’u i taką klamrą to może zamknąć. Zdradzisz nam, jakie KPI-je w marketingu i e-commerce’sie się takie najważniejsze, które mierzycie na co dzień, co tydzień, co miesiąc?

JK: Codziennie?

GF: Takie najważniejsze dla Was. Na przykład w działaniach e-commerce’owych będzie – nie wiem: konwersja, zwrot inwestycji, tak zwany ROAS, czy na przykład ilość wyświetleń, a może koszt konwersji? Co jest dla Was najważniejszego?

JK: Ilość wyświetleń nie jest – przynajmniej dla mnie osobiście – może nie powiem, że nie jest żadną miarą, ale powiedzmy, że najważniejsze są efekty. Wyświetlenie jest jakimś tam niepewnym zasięgiem – czy się trafi z komunikatem. Nie wiem, czy to trafiło do użytkownika, odbiorcy, czy nie. Czy zeskrolował to w przeciągu 2 sekund, czy nawet nie zauważył. Czy oglądał obrazek razem z copy przez 10 sekund? Muszę się przyznać, że moim wielkim guilty pleasure i jakąś taką namolną czynnością jest odpalanie Google Analyticsa na komórce. Nawet jak się przebudzam albo jak idę spać.

GF: Podstawa.

JK: Jest to dla mnie podstawowe narzędzie – jeśli chodzi oczywiście o nasz sklep. Dla mnie, bardzo ważnym współczynnikiem jest współczynnik konwersji. Wiadomo, że narzędzie typu Google Analytics nie jest tego w stanie zmierzyć w 100%. Ale powiedzmy, że dokonfigurowaliśmy tagi, żeby można było przynajmniej w 90% to sobie zmierzyć. Więc współczynnik konwersji jest jednym z najważniejszych. A na Facebooku i na Google’u – ROAS. Mamy taką zasadę, że jeśli ROAS nie dobije do jakiegoś pułapu, to przyglądamy się codziennie tej kampanii – dosłownie. W momencie, kiedy będzie zniżkować, to po prostu wyłączamy ją i zastanawiamy się, czy zwiększamy…

GF: Czyli nie włączacie 1 kampanii cały czas, tylko po prostu codziennie sprawdzacie i monitujecie.

JK: Obecnie mamy odpalonych z 15 kampanii na Facebooku. Są kampanie na przykład nastawione konkretnie na jakiś produkt: na Rzep, na Klapki Basic, na Klapki Premium. Mamy również uruchomione chyba 2 albo 3 takie czysto wizerunkowe kampanie, które są ustawione na zasięg. Jedna zbliża się częstotliwością już do takich niepożądanych wyników, chyba w okolicy 7. Zastanawiamy się więc, czy tego nie podmienić albo nie przeznaczyć z budżetu gdzieś indziej. Natomiast, wiadomo że zbliżają się święta, więc odpalamy kampanię prezentową. Mamy jeszcze kilka kampanii właśnie promujących nasze zestawy Kubotowe, które można znaleźć w zakładce „Zestawy”.

GF: A w marketingu, jakie KPI-e, czyli te czynniki, które są ważne w kampanii mierzycie? Ilość wzmianek w prasie, ilość dotarcia?

JK: W marketingu wiadomo, że też wyświetlenia i zasięgi nie są najważniejsze. Ale akurat w tym roku nie są najgorsze. Jeśli chodzi o zasięg na Facebooku, z tego co kojarzę, to do końca listopada kształtuje się chyba na poziomie 5-milionów.

GF: Miesięcznie?

JK: Nie – w tym roku. Tak 4,5 – 5 milionów.

GF: Za cały. Mówisz o Waszych zasięgach takich…

JK: Za cały 2020. Organiczny – nie płatny.

GF: Okej.

JK: Natomiast, jeśli chodzi o Instagram jest na poziomie 2,5 – 3 milionów. Tyle było zasięgu. Natomiast, ostatnio właśnie mierzyłam sobie różne dziwne rzeczy i zauważyłam, że w tym roku mieliśmy 50 milionów wyświetleń płatnych.

GF: No to sporo.

JK: Więc cieszymy się. Wiadomo, że 1 osoba mogła obejrzeć coś 50 razy, ale w mam nadzieję, że poszerzamy tę świadomość. Jeszcze, jeśli chodzi o marketing, to przywiązuję bardzo dużą wagę do analityki. Edukuję każdą osobę, że bez analityki nie powinno się działać. Intuicja, to nie wszystko, i wiedza to nie wszystko, więc musimy działać na podstawie tego, jak konsumenci zachowują się w sieci. Patrzymy więc na aktywności użytkowników: kiedy są najbardziej aktywni, kiedy są online – wtedy postujemy. Jeśli to się zmienia, to zmieniamy godzinę postów. Tak to wygląda na Facebooku i Instagramie. Natomiast, oczywiście bardzo ważną kwestią jest potencjał zaangażowania danego materiału, bo zasięg – tak jak powiedziałam – to wszystko.

GF: Tak.

JK: Bardzo ważne są te reakcje. Dlatego niezmiernie nas cieszy, jeśli coś jest – może nie cieszy, tylko nieraz widać, na przykład który materiał jest bardziej lub mniej kontrowersyjny z punktu widzenia internauty. I widzimy te lajki, serduszka albo odwrotnie.

GF: Myślę, że według tego co mówisz, można od Was wziąć wiedze o tym: jak angażować społeczność i jak dopasowywać produkt do tego, co społeczność potrzebuje. Jak im dawać to co trzeba? Jak eksperymentować z różnymi produktami? Jak się angażować? Jak wywoływać te różne emocje, które powodują różne reakcje, ale wtedy zaczyna się o nas mówić? Jestem pod wrażeniem. Będę analizował w takim razie, żeby dla Convertisa to sobie wziąć. Polecam wszystkim właścicielom sklepów.
Joasiu, chciałem Ci bardzo podziękować za tę rozmowę. Za podzielenie się tym wszystkim. Już prawie dobija godzina naszej rozmowy. Powiedz mi, co byś poleciła takim e-commerce’siakom, jak Ty do zaznajomienia się, do przeczytania, do inspiracji w nadchodzącym roku? Masz coś takiego?

JK: W nadchodzącym roku?

GF: Albo to, co Ciebie inspiruje do różnych pomysłów. Widzę, że macie głowy pełne pomysłów.

JK: My na bieżąco czytamy „Marketera+” i „E-commerce w praktyce”, i mamy tam już swoje wpisy. Robiliśmy case study z „E-commerce w praktyce”. Chyba w zeszłym roku wydali książkę, w której jest analizowany nasz e-commerce. Tylko, że wtedy – w czerwcu lub lipcu zeszłego roku, byliśmy na poziomie – piku mieliśmy 3 tysiące zamówień. W tym roku, w czerwcu weszliśmy na poziom prawie 8-tysięcy, ale wtedy akurat mieliśmy skumulowanie.

GF: Dziennie, oczywiście. Tak? Dobra nie pytam o nic.

JK: Na miesiąc.

GF: A, na miesiąc. Tak?

JK: Tak. Tak jak mówię, nie jesteśmy olbrzymim e-commerce’em. A jeszcze, jeśli chodzi o te KPI-e, o których mówiłeś, to dla mnie newralgiczną i bardzo ważną kwestią jest średnia wartość koszyka, bo w ten sposób mierzymy sobie w jaki sposób bardziej zaangażować upsell na stronie. Ale to już jest oddzielna kwestia, nad którą jeszcze możemy sobie popracować.
Natomiast, co można sobie przeczytać w przyszłym roku? Ja czytam przede wszystkim najważniejsze raporty podsumowujące e-commerce. Już teraz zaczynają się pojawiać, więc myślę, że do końca stycznia zajmę się analizowaniem zeszłego roku. Również tego, co się zadziało w tym dziwnym czasie, w zależności też od branży, bo wiadomo, że branża modowa, branża odzieżowa, obuwnicza nie może narzekać. Natomiast są branże, które po prostu zniknęły.

GF: Tak.

JK: Albo przynajmniej część podmiotów zniknęła i naprawdę nie zazdroszczę, bo to jest jakaś tam tragedia. Natomiast, jeśli chodzi o przyszły rok, to myślę że, najważniejsze wydania e-commerce’owe. Również ciekawe są biografie osób, którym się udało.

GF: A która biografia Cię zafascynowała?

JK: Na przykład założyciela Nike.

GF: Tak. „One-zero” chyba, czy jakoś tak. Czy „Zero to win”? Teraz nie pamiętam, pamiętam czarną okładkę z czerwonym logo.

JK: Jest czarna. Natomiast, jeszcze kilka miesięcy – troszeczkę zawirowany jestem, jeśli chodzi o ten rok – jestem w stanie powiedzieć czy coś się działo kilka tygodni, czy kilka miesięcy temu. Przeczytałam bardzo ciekawą biografię Stana Lee, czyli twórcy Marvela, który jako scenarzysta, powieściopisarz wykreował tak naprawdę markę. To jest à propos tworzenia marek – w jaki sposób można ją stworzyć w nieświadomy sposób i zaangażować w sposób niewyobrażalny całą społeczność i stworzyć jakąś tam odrębną religię.

GF: Tak jest. I tutaj, już tak powoli kończąc, chciałem również powiedzieć, że pomimo, że Joasia z zespołem rozwija tę markę, która rośnie kilka razy w ciągu roku, to szukają inwestora. Kogoś, kto wesprze ich w jeszcze szybszym i jeszcze bardziej dynamicznym rozwoju. Tak?

JK: Tak. Kilka miesięcy temu podjęliśmy decyzję, że będziemy poszukiwać inwestora. Wiemy dokładnie, jak marka będzie wyglądać, jak powinna wyglądać w kolejnych latach, zakładając kilkukrotny wzrost rok do roku, co jest jak najbardziej realne przy obecnym popycie i przy obecnej chłonności rynku, i przy obecnej populacji Polaków. Uważamy, że może – nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy, ale w pewnym momencie każdy Polak przy wyborze klapków, na pierwszym miejscu powinien mieć w głowie klapki Kubota. To jest też jakieś tam nasze marzenie.

GF: „- Co pan sobie życzy? – Kuboty”. Tak? „- Co Pan sobie życzy? – Kuboty proszę panią, Kuboty. – Które? – No te Kuboty – oryginalne, tylko oryginalne”.

JK: „- Te co zwykle”.

GF: A nie Nike, czy Adidasy.

JK: Tak. Mamy wszystko odliczone, mamy budżet na kolejne lata. Nie wiemy dokładnie, czy chcielibyśmy bardziej inwestora branżowego – anioła biznesu, jakiś venture capital czy crowdfunding. Wiemy, natomiast, że w przypadku wybrania drogi crowdfundingowej to będzie naprawdę bardzo duże wydarzenie organiczne, bardzo duże zasięgi i akcja, która nie może się nie udać. Ale wiadomo, że analizujemy.

GF: Joasiu, wytłumacz mi jedną rzecz. Jak to jest, że tak się rozwijając, mając jakiś tam zysk. Mniejszy czy większy – nie istotne. W KRS-ie wszystko można sprawdzić albo prawie wszystko. Ale – po co inwestor? Przecież wszystko idzie tak dobrze. Czy po prostu taki rozwój powoduje, że cash flow się kończy i trzeba mieć w zapasie pieniądze na rozwój? Na to, żeby…

JK: To jest dokładnie to, co mówisz – to drugie. W momencie, kiedy chcemy, żeby Kubota w przyszłym roku urosła „x” razy, to potrzebujemy po prostu gotówki. Akurat my nie mamy, nie jesteśmy producentami software’u, my mamy twardy towar. Jeśli sprzedajemy towar, to trzeba się odpowiednio wcześnie zatowarować, żeby osiągać odpowiednie przychody w przyszłości.

GF: Tak.

JK: I akurat Kubota jest bardzo dziwną marką, bo jest na pograniczu. Ze względu na to, że prowadzimy głównie sprzedaż e-commerce’ową, to jesteśmy gdzieś tam na pograniczu działań mocno online’owych, a handlu tradycyjnego, namacalnego produktu. Ale jakby ta cała mieszanka sprawia, że jakoś tam sobie radzimy. Myślimy wielopoziomowo i przede wszystkim działamy na liczbach. Wiemy, że założone przychody są realne w chwili, gdy w odpowiednim momencie się zainwestuje odpowiednie środki.

GF: No właśnie, to jest ciężki biznes. Nie ma tak hop-siup, że samemu można zawojować świat. Trzeba poprosić o pomoc, o wsparcie, z różnych stron.
Joasiu, trzymam kciuki, żeby się udało znaleźć idealnego inwestora, który zrozumie Waszą ideę, pomysł i będzie Was wspierał nie tylko pieniędzmi, ale i wiedzą, i doświadczeniem.

JK: Dziękuję bardzo.

GF: W takimrazie, dziękuję Ci jeszcze raz za poświęcony czas i do usłyszenia znowu.

JK: Do usłyszenia. Do widzenia wszystkim.

GF: Cześć!

I to już koniec. Dawno nie widziałem tak świadomego zarządzania produktem, które wspiera i marketing, i sprzedaż. Nic tylko zacząć się zastanawiać, jak to wykorzystać we własnym e-commerce z własnym produktem lub nie własnym produktem.
Do usłyszenia. Cześć!